World News

Na chłodno: Jeden front, jeden cel

Cykl „Na chłodno” to od lat najpopularniejsza seria artykułów na KKSLECH.com. „Na chłodno” to nasze chłodne, szczere i obiektywne spojrzenie na Lecha Poznań. Informacje z klubu, ciekawostki, oceny, spostrzeżenia, opinie. Wszystko od kibiców do kibiców.

Reklama



Witajcie! Trwa marcowa przerwa na kadrę, więc wraca publicystyka, po której na dniach zaczną się pojawiać tematy odłożone na później przez wcześniejsze mecze co 3-4 dni. Od ostatniego „Na chłodno” w grudniu 2025 trochę się wydarzyło, za nami aż 14 meczów na 3 frontach w dniach 31 stycznia – 22 marca 2026 i 4 spotkania (3 wygrane) od ostatniej publicystyki. Trzeba przyznać, że Niels Frederiksen umie coś, czego nie potrafił żaden trener Kolejorza w tym wieku. Mianowicie on zawsze wstaje z kolan, gdy media czy kibice go krytykowali, zwalniali, wieszczyli koniec projektu czy powtórkę z Brondby. Co prawda Duńczyk przegrał w marcu 2 fronty, ale na końcu pozostał w grze o najważniejsze trofeum, ostatnimi wynikami w dniach 15-22 marca znów zaliczył skok przypominając wszystkim, kto jest najlepszym zagranicznym trenerem w historii Lecha Poznań i kto może być pierwszym trenerem od czasów śp. Wojciecha Łazarka, który obroni tytuł.

Dawniej już był taki temat, wraz z Wami w którymś z odcinków publicystycznych materiałów zastanawialiśmy się, dlaczego Lech Poznań za kadencji Nielsa Frederiksena zawsze umie „uciec spod gilotyny”? Trener w porę wyciąga wnioski po popełnionych błędach? Ma wystarczająco dobrych wykonawców (piłkarzy) pozwalających jemu na czas wyjść z dołka/kryzysu? Ma dobrych asystentów mających wpływ na niego czy zespół? A może to tylko kwestia szczęścia? Do dziś nie wiadomo. Teraz dochodzi kolejne pytanie, na które za 2 miesiące o tej porze będziemy już znali odpowiedź. Co zrobi Lech Poznań z Nielsem Frederiksenem, gdy ten obroni mistrzostwo? My śledzimy Wasze komentarze czy dyskusje na forum, wiemy o czym piszecie, ostatnio w oko wpadły zwłaszcza te dwa komentarze:

„Wg mnie jak najbardziej słuszna by była decyzja ze zmianą trenera. Po obronie tytułu ten trener już nic więcej nie osiągnie, nie wejdzie na wyższy poziom. Pokazał to ten sezon. Lech nie poczynił żadnego postępu i dalej w naszej wyrównanej lidze jest na styk tak jak w ubiegłym sezonie. Brak rozwoju druzyny pokazała Europa. Za wyjątkiem remisu z Mainz (grali w 10) nie osiągnęliśmy żadnego znaczącego wyniku z silniejszym rywalem i znaczących serii zwycięstw.” – geronimo1968.

„Nawet jak obronimy mistrza, to nie dlatego, że jesteśmy tacy dobrzy, ale słabością innych. Mamy dzisiaj 1,69 punktu na mecz i prowadzimy w lidze 3 punktami. 1.69 to jest z naszym składem dramatycznie mało. Wg mnie miara oceny trenera nie jest miejsce na koniec, ale średnia punktowa. Mamy szeroki skład i średnia powyżej 2.0 to jest absolutny must. Wkurza u Freda ten brak refleksji, dostosowania taktyki pod rywala. Widzew ma 60% posiadania piłki i przegrywa w Szczecinie 0:1. Z nami się cofają, mają 30%, czekają na błędy i wygrywają 2:1. My nie potrafimy się trochę cofnąć, oddać czasem inicjatywy tylko wchodzimy w taką grę jak w masło, walimy głową w mur, a że błędy robimy to inni z tego korzystają.” – Goldfinch.

Interesujące jest głównie to co napisał pierwszy z kibiców, bo faktycznie coś w tym jest. Co zrobi Lech Poznań z Nielsem Frederiksen? Na razie jest obserwowany, lecz wydaje się, że w razie obrony tytułu go przedłużą, bo jakoś tak głupio będzie zrezygnować z dwukrotnego Mistrza Polski, który mimo dziwnego, niespotykanego sezonu zdobędzie mistrzostwo. Oczywiście zawsze istnieje możliwość chęci odejścia z klubu przez samego Nielsa Frederiksena mogącego dostać lukratywną ofertę np. z FC Kopenhagi będącej do odbudowy po tym sezonie lub po prostu odejście w celu poszukiwania nowych wyzwań. Jest jeszcze jakaś tam możliwość chęci zrobienia np. przez Piotra Rutkowskiego kroku naprzód. Niedawno pojawił się z nim materiał na YouTube wyprodukowany przez zagraniczną telewizję, w którym prezes wyraźnie dał do zrozumienia, jakoby chciał uczynić krok naprzód i grać chociaż w Lidze Europy. Czy Niels Frederiksen to gwarantuje? Raczej nie. Pucharowy sezon 2025/2026, w którym udało się zrealizować tylko cel minimum pokazał pewien poziom, którego Duńczyk może już nie przeskoczyć. Chęć gry przez zarząd chociaż w Lidze Europy jest w pełni zrozumiała, bowiem w tych rozgrywkach jest np. więcej pieniędzy za sam awans, więcej pieniędzy z tzw. „market value” i są rywale z przeszłością w Lidze Mistrzów, których nazwy działają na wyobraźnie.

Reklama



Minusy Ligi Europy też istnieją. Na Ligę Europy trzeba być gotowym sportowo, a Lech Poznań np. w sezonie 2025/2026 nie był taką drużyną. W Lidze Konferencji 2025/2026 podnieśliśmy współczynnik do rekordowej liczby 27.250 i dzięki niemu w razie wywalczenia w maju mistrzostwa mielibyśmy realne szanse na rozstawienie w przedostatniej III rundzie eliminacyjnej Ligi Mistrzów 2026/2027. Grając w Lidze Europy 2025/2026 z samej murawy Lech Poznań podniósłby raczej niewiele pieniędzy a jego współczynnik nadal mógłby wynosić 19.000. Trzy różne europejskie rozgrywki klubowe mają zatem plusy i minusy, w sezonie 2025/2026 nasz klub był gotowy na Ligę Konferencji, w której ostatecznie zagrał, zarobił 7 mln euro, podniósł swój klubowy współczynnik UEFA, dotarł do 1/8 finału Ligi Konferencji i to byłoby na tyle. My jesteśmy zadowoleni, Lech Poznań może nie rozegrał w tej edycji wielkiego meczu, który będzie wspominany przez lata, lecz całościowo wstydu nie przyniósł, mimo pojedynczej hańby z Lincolnem zrobił tyle, ile mógł, dał z siebie wszystko, na dziś 1/8 finału Ligi Konferencji, w której udało się postraszyć faworyta w rewanżu to nasz sufit. Czy z Nielsem Frederiksenem wskoczymy w Europie na wyższy poziom? Być może już nie.

Europejskimi pucharami będziemy jeszcze zajmować się w osobnych materiałach, teraz pora przejść do rozgrywek Ekstraklasy. Trzy lata temu po 25 kolejkach z bilansem 12-7-6, gole: 34:23 i 43 oczkami Lech Poznań był trzeci w tabeli o 9 punktów za Legią Warszawa i o 18 punktów za Rakowem Częstochowa, więc nie miał żadnych szans na obronę tytułu. Po 3 latach Lech Poznań ma tylko punkt więcej po 26 kolejkach oraz 3 oczka przewagi nad wiceliderem. Nie ma co ukrywać, że po uwzględnieniu różnych rzeczy jeszcze niedawno nie mieliśmy mega parcia na majstra, jak 12 miesięcy temu celując bardziej w wygranie innych rozgrywek. W końcu dopiero w 22 kolejce Lech Poznań pierwszy raz wskoczył na ligowe podium błąkając się wcześniej na miejscach 6-8 i regularnie nie wykorzystywał potknięć czołówki, zatem jakie były szanse na mistrzostwo? Małe. Od wielu miesięcy bardziej można było cieszyć się z regularnych meczów co 3-4 dni, pisania przez Kolejorza pucharowej historii oraz nastawiać się na Puchar Polski, skoro grało się u siebie z będącym bez formy Górnikiem Zabrze, a w stawce pozostał tylko Raków Częstochowa, GKS Katowice i III-ligowy Zawisza Bydgoszcz. Aktualnie sytuacja jest inna, niż choćby na początku marca. Do dziś trudno uwierzyć, jakim cudem Lech Poznań jest liderem Ekstraklasy, ale jednak nim jest, prowadzi, obecnie ma wszystko we własnych rękach, jest faworytem do obrony tytułu i on na serio może to zrobić. Na serio pierwszy raz w historii Lech Poznań może zdobyć tytuł w sezonie, w którym Bułgarska nie jest jego atutem. Wielu z Was jest z Kolejorzem od lat i pamięta poprzednie mistrzowskie sezony. W każdym z nich Lech wręcz miażdżył swoich rywali w Poznaniu, na koniec rozgrywek miał bardzo dobry bilans u siebie, były nawet mistrzowskie sezony zakończone bez domowej porażki. Dziś Lech ma domowy bilans 6-4-3, gole: 29:23 (10 wynik w lidze), a mimo to, lideruje głównie dzięki identycznemu punktowaniu na wyjazdach oraz jeszcze częstszym potknięciom innych klubów, w tym Jagiellonii Białystok, która po odpadnięciu z Ligi Konferencji niespodziewanie wpadła w dołek zauważony już w niedzielę przez Nielsa Frederiksena.

Reklama



Dziś, czyli w trakcie przerwy na kadrę, czujemy to samo, co zapewne wielu z Was. Został jeden front, został jeden cel, czyli Mistrzostwo Polski. Na dziś jesteśmy syci europejskimi pucharami 2025/2026, w ostatnich miesiącach udało się wiele zrobić, Lech Poznań jako drużyna też zrobił tyle, ile mógł. Nie jesteśmy źli na odpadnięcie z Szachtarem Donieck, bardziej boli za łatwe odpadnięcie z Pucharu Polski, który przy tym składzie półfinałów był jak najbardziej do odzyskania po 17 latach przerwy. W półfinale Lech Poznań zapewne grałby z III-ligowym Zawiszą Bydgoszcz, a później w ewentualnym finale 2 maja z GKS-em Katowice lub Rakowem Częstochowa, który po odejściu Marka Papszuna nie jest już tak mocny, w tym taktycznie i nawet stracił na nas patent. Szkoda, wielka szkoda, bo naszą ambicją są trofea, na które nie mamy wpływu, a które chcielibyśmy opisywać czy relacjonować na różne sposoby. To pojmą wszyscy, którzy nie żyją historią i nie traktują Lecha jako weekendowej rozrywki. KKSLECH.com ma ciągle iść do przodu, rozwijać się, przyciągać większą uwagę, ściągać jeszcze więcej internautów, jeszcze więcej osób chcących dyskutować z innymi, chcemy produkować jeszcze więcej materiałów z różnych miejsc, jeszcze mocniej je ulepszać, robić jeszcze mniej literówek głównie po meczach, umacniać markę i pchać ten Lechowy wózek medialny. Dużo wymagamy od siebie i dużo od Lecha Poznań (czasem może za dużo), choć trzeba pamiętać, że Lech Poznań na przestrzeni nawet kilku ostatnich lat mocno się zmienił. Klub zrobił wyraźny progres organizacyjny czy finansowy, dlatego wymagania wobec niego również wzrosły, dziś są dużo wyższe niż przykładowo 5, 8 czy 12 lat temu, kiedy 1/8 finału Ligi Konferencji + ligowe podium nie byłoby złym wynikiem. W obecnych Lechowych czasach nigdy nie będzie zgody na łatwe marnowanie szansy na trofea, a właśnie Puchar Polski 2026 czysto na papierze łatwo było zdobyć i skorzystać ze startu dopiero w sierpniu od III rundy eliminacyjnej Ligi Europy (jeden pokonany, nierozstawiony rywal = pewna faza ligowa Ligi Konferencji).

Dziś nadal można żałować odpadnięcia z Pucharu Polski, bo w obecnej sytuacji i z tą konkurencją była szansa nawet na dublet w sezonie 2025/2026, który Lech Poznań mógłby odzyskać po 42 latach. Dubletu nie będzie, może być a nawet musi już być to mistrzostwo, abyśmy mogli otrąbić wraz z Wami kolejny sukces i udany sezon Kolejorza. W obecnej sytuacji mamy przed sobą 8 słynnych finałów, o których często mówią trenerzy w różnych klubach, ale u nas faktycznie tak jest. Jakich mamy rywali? Raków Częstochowa na dziś ma filozofa na ławce, który z jednego zdania robi na siłę 5 zdań i nic dziwnego, że jego złote myśli nie trafią do piłkarzy. Realnie o tytuł Mistrza Polski powalczymy z Jagiellonią Białystok mającą doświadczenie oraz ambicje, by być na 1. miejscu. W końcówce sezonu nie będzie ważne to, ile wygramy, a ile punktów stracimy. Każdy się potknie, Lech Poznań nie wygra wszystkich spotkań do końca, Jaga tak samo, ważne będzie uniknięcie porażki 4 kwietnia, remis byłby ok (zostałoby już tylko 7 kolejek), natomiast zwycięstwo faktycznie pozwoliłoby wjechać na autostradę, na której można by 2 razy zahaczyć o bandę bez konsekwencji. Na dziś przynajmniej my jak zwykle podchodzimy z pokorą do kolejnych przeciwników, koncentracją, szacunkiem do kolejnych rywali, z którymi zagramy w dniach 4 kwietnia-23 maja, a na papierze łatwiejszy terminarz ostatnich kolejek niż rok temu traktujemy tylko jako ciekawostkę pamiętając o Lechu Poznań, który wiele razy zaskakiwał zarówno pozytywnie, jak i negatywnie.



Przez te 2 miesiące jeszcze wiele może się wydarzyć, absolutnie nie ma w terminarzu meczu, przed którym można by dopisać sobie 3 punkty, albo te 3 punkty były bardzo prawdopodobne. Kadra Lecha Poznań jest silna, lecz źle skonstruowana. Mamy bardzo mocne skrzydła i boki obrony (jak na polską ligę), gorszy środek pola, gdzie Antoni Kozubal musiał zostać szóstką, a Pablo Rodriguez nie okazał się być dziesiątką, w tym następcą Afonso Sousy, tylko przyzwoitą ósemką. Do tego sytuacja na środku obrony to bomba zegarowa, polegamy na 19-letnim Wojciechu Mońce, który niebawem nadal będzie eksploatowany w kadrze U-21, Antonio Milić już wypadł i nie ma gwarancji, że nie wypadnie do końca sezonu chociaż raz, a wtedy Mateusz Skrzypczak, który w niedzielę znów kręcił się wokół własnych nóg, dostanie jeszcze wiele szans doznając paraliżu już przed meczem. Ponadto trzeba chuchać i dmuchać na zdrowie Aliego Gholizadeha przebywającego aktualnie na obozie kadry Iranu w Turcji, na mięśnie Patrika Walemarka czy Mikaela Ishaka, ponieważ Szwed nadal nie ma jakościowego zmiennika. Uwzględniając różne okoliczności Lech Poznań to jakościowy faworyt do zdobycia tytułu Mistrza Polski, na papierze ma wszystko, by już nie stracić 1. miejsca w ostatnich 8 kolejkach, jednak ewentualne problemy zdrowotne liderów czy nawet upartość taktyczna Nielsa Frederiksena mogą wszystkim wymierzyć solidny cios w twarz z tzw. „mokrej szmaty” i to w momencie, w którym nikt się tego nie spodziewał. Nie wiadomo, jak będzie ze zdrowiem poszczególnych zawodników w ostatnich tygodniach sezonu 2025/2026 czy jak taktycznie do poszczególnych rywali podejdzie trener, wiadomo jedynie tyle, że nikt na pewno nie odpuści, każdy w tej szatni będzie chciał zdobyć mistrzostwo choćby dla siebie. Bez względu na końcowe miejsce w Ekstraklasie latem wielu zawodników pożegna się z Kolejorzem, odejdą niektórzy ważni pilkarze nie tylko przez kończące się umowy, odejdą niektórzy rezerwowi, dlatego to ostatnie tygodnie tej drużyny mającej wielką szansę zrobić coś bardzo dużego, czyli obronić tytuł.

Kończąc na dziś. Po odpadnięciu Lecha Poznań z Ligi Konferencji i po zakończeniu rywalizacji co 3-4 dni czeka nas trochę inna, mniej intensywna rzeczywistość bez takiego ogromu pracy, jak przez wiele ostatnich miesięcy, ale za to nadzieja na majstra jest większa niż rok temu. Dwanaście miesięcy temu Lech Poznań dnia 26 marca 2025 był trzeci w tabeli, przed przerwą na kadrę przegrał w Białymstoku, a później jeszcze poległ we Wrocławiu. W kwietniu 2025 wiara kibiców w mistrzostwo nie była duża, Raków Częstochowa był na autostradzie do tytułu, zainteresowanie Lechem Poznań zaczęło spadać. W tym roku wcale nie musi tak być, nawet raczej tam nie będzie, skoro Kolejorz szybko znalazł się na szczycie tabeli jednocząc kibiców mających teraz jeden wspólny cel i marzących o tym samym. Oczywiście, fajnie byłoby grać wkrótce z AZ Alkmaar, lecz chyba każdy ma świadomość, że cały klub podczas marcowej przerwy na kadrę (z zawodnikami na czele) myślałby o ćwierćfinale Ligi Konferencji, spinał się na Holendrów, a Ekstraklasa, w tym mecz z Jagiellonią Białystok byłby tak jakby na drugim planie. Dziś wszyscy mamy jeden i wspólny cel, pragniemy tego samego, myślimy o tym, marzymy o obronie tytułu i to jest fajne, bowiem te marzenia nie są czymś, co ktoś mógłby wyśmiać. Marzenie o obronie mistrzostwa, w tym o powtórce zeszłorocznej fety 23 maja 2026 roku da się spełnić, nawet realiści czy sceptycy widząc obecną tabelę zapewne również uwierzyli już w coś, co przykładowo po listopadowej porażce z Arką Gdynia wydawało się być bardzo odległe, a po 2 porażkach na start wiosny 2026 nawet jeszcze bardziej. Wszyscy z utęsknieniem czekamy już na ten bardzo ważny mecz z Jagiellonią w Białymstoku, aczkolwiek trzeba się Wam przyznać do spojrzenia na materiały wyprodukowane przez nas choćby 24 maja 2025 roku, w tym na raport z tego dnia -> TUTAJ. Po niedawnym wskoczeniu przez Lecha na fotel lidera fajnie było go odwiedzić, przeczytać niektóre rzeczy, obejrzeć pewne fotki i pomyśleć, co można by poprawić lub dodać 23 maja 2026. Nikt nie zabroni nam marzyć, robić szkiców na ten temat, Wam też nikt nie zabrania myśleć o tym, co chcielibyście przeżyć czy poczuć 23 maja na stadionie bądź w centrum Poznania. Są podstawy, by wierzyć. Jest jeden front, jeden cel i osiem finałów. Od 4 kwietnia walczymy wspólnie o marzenia!





Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat)

The post Na chłodno: Jeden front, jeden cel first appeared on KKSLECH.com.

Читайте на сайте