Piekło psów w Sobolewie. Dotarliśmy do upiornych szczegółów. "Umierały na naszych oczach"
Pani Aleksandra po raz pierwszy w zamkniętym schronisku w Sobolewie koło Garwolina pojawiła się 10 lat temu. — Przyjeżdżaliśmy wyprowadzać psy na spacery, szukaliśmy im domów. Aż w końcu miarka się przebrała. Daliśmy właścicielowi schroniska ultimatum. Albo poprawi warunki, albo zgłaszamy sprawę do prokuratury — mówi "Faktowi" wolontariuszka. I szczegółowo opowiada nam o wstrząsających historiach, które wydarzyły się w miejscu nazywanym "obozem śmierci dla psów". — Umierały na naszych oczach — mówi.